Nautilus
Zanurzenia ale częstsze wynurzenia. Ważne, żeby tych pierwszych było jak najmniej...
Archiwum
Listopad 2006
Grudzień 2006
Styczeń 2007
Luty 2007
Marzec 2007
Maj 2007
Czerwiec 2007
Październik 2007
Luty 2008
Marzec 2008
Lipiec 2008
Listopad 2008
Luty 2009
Ostatnie wpisy
  • Zachwycił...
  • Tośki ciąg dalszy...
  • Ot tak, by mysl nie zgineła...
  • Narzekam, nie słuchaj...
  • Entropia życiowa
  • W tym dniu uroczystym...
  • Cóż więcej...
  • ...c.d.
  • heh...
  • Od nowa...
Zakładki:
Czytam
Aniołek;-)
Chabrówka
K.o.Kaina
Kreseczka
Szlachetne i naturalne
Twarda i miękka
Zwyczajna-niezwyczajna
Nemo73@gazeta.pl
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Kategorie: Wszystkie | :-D | Ksiązki i filmy | Muza | Tośka
RSS
czwartek, 26 lutego 2009
Zachwycił...
Bardzo mnie zachwycił tekst ostatnio...

Sen złotowłosej dziewczynki


Pani pachnie jak tuberozy.
To nastraja i to podnieca.
A ja lubię zapach narkozy,
A najbardziej - gdy jest kobieca.


A ja lubię zapach narkozy,
A najbardziej - gdy jest kobieca.


Mówię ładnie? I melodyjnie?
Zdania perlę jak z pereł kolię?
Pani patrzy - melancholijnie...
Skąd ma pani tę melancholie?


Pani patrzy - melancholijnie...
Skąd ma pani tę melancholie?



Sen? Doprawdy? Jak z dymu kółka?
Sen zmysłowy bladej dziewczynki?
Hebanowa lśniąca szkatułka:
Pomarańcze i mandarynki.


Hebanowa lśniąca szkatułka:
Pomarańcze i mandarynki.


Pani usta wtula w swe futro...
Pewno.. miękkie jest to futerko...
Przeczulenie? co będzie jutro?
Co pokaże srebrne lusterko?


Przeczulenie? co będzie jutro?
Co pokaże srebrne lusterko?


Podkrążone po balu oczy
I zmysłowość pachnącej twarzy,
I sen zwiewny panią omroczy,
I o wczoraj pani zamarzy.


I sen zwiewny panią omroczy,
I o wczoraj pani zamarzy.


Pani pyta, czy walca tańczę?
Ach, zatańczę... jak sen dziewczynki!
Mandarynki i pomarańcze,
Pomarańcze i mandarynki.


Mandarynki i pomarańcze,
Pomarańcze i mandarynki.


_______________________
muzyka: J. K. Pawluśkiewicz
słowa: J. Tuwim

02:31, nemo73
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 listopada 2008
Tośki ciąg dalszy...

Jak już Kreseczka spytała to przypomniało mi się, że w końcu, sam taki wątek założyłem i obiecałem sobie wpisywać na bieżąco przeżycia z córcią związane co by poczytać za lat parę i powspominać gdy szczegóły tych wrażeń z ulotnej pamięci na świat polecą.
Więc... Tosiek nam rośnie i chowa się bez choróbsk i innych zmór niemowlęctwa przysparzając swą ruchliwością coraz to nowych trosk i zmartwień zrozpaczonym rodzicom:-P Oczywiście żartuję:-P
Tosia miewa sie dobrze;-) Właśnie niedawno zaczeła raczkować co, jak można łatwo obliczyć nastapiło w  wieku ca 11 miesięcy. Troszke poźno pomyślisz, ale zważywszy na fakt, że lekarze mówili o całkowtym braku ruchliwości, to cieszymy się, że to w ogole nastapiło.
Oczywiście zbiór plonów to jest bo przez caly ten czas jeździmy konsekwentnie z Tośkiem na rehabilitacje 2 razy w tyg.
Rehabilitantka dopiero niedawno nam powiedziała, że jak zobaczyła Tośkę pierwszy raz to byla zrozpaczona. Powiedziała, że jak 20 lat rehabilituje to jeszcze tak wiotkiego dziecka nie widziala. byla pełna najczarniejszych myśli...
I tym jest szczęśliwsza, że Tosia tak dobrze się zbiera;-) Niestety jest pewna, że Tosia jest na coś chora (niestety do tej pory nie wiemy na co;-/) ale męczy się tak szybko, że nie jest to stan normalny. Niemniej jednak pomimo tego, że jest troszkę do tyłu (ok 3 m-ce) w stosunku do średniej, w rozwoju ruchowym, to postep jest trwały i ciągły!!!
Nie jest tak, że czegoś Tosia nie potrafi zrobić, że coś ją ogranicza ale po prostu męczy się zbyt...
W grudniu idziemy do genetyka (jakaś szyszka w ojczystej genetyce) i może coś sie wyjaśni.
Poza tym jest kochana, kochana, i jeszcze raz kochana;-) śliczna, spokojna i zrównoważona. Lubi sie często usmiechać i robi to tak pięknie, że patrząc na nią aniołki unoszą sie dookoła a słońce rozjaśnia mrok codzienności w najbardziej nawet pochmurny dzień.
Moje szczęście...Czwarte, jesli chodzi o ścisłość;-)
Z tej perspektywy tom bardzo zamożny człowiek bo w końcu nie każdy ma szczęście w życiu...a ja mam aż cztery:-DDDD

03:51, nemo73 , Tośka
Link Dodaj komentarz »
Ot tak, by mysl nie zgineła...

Dzięki, że jeszcze to czytacie choć ja gościem jestem tutaj od przypadku...
Kreseczko, moje małżeństwo miewa sie wspaniale i kochamy się. Ale tak jakoś bakuje mnie tej myśli wymiany jakiejś innej... Moja wysłucha, coś powie lub nie i ...tyle. Kocham ją za tą lakoniczność i fredrowski "magnetyzm serc" w naszym przypadku rez jeszcze się potwierdza. Lecz róznoimienność jest całkowitym zaprzeczeniem myśli pokrewności. Biegun inny... a ja czasem chciałbym z jednoimiennym biegunem myśli sprzęgnąć i usłyszeć: Jasne, wiem co masz na myśli...albo: No wlasnie o to to to.
Wiesz. mam nadzieję, o so mnie chosi;-)
Poza tym jednak męski punkt widzenia niejednokrotnie...(dyplomatycznie napisałem bo szczerze to prawie zawsze) różni sie od punktu widzenia reprezentowanego przez wlaścicielki dłuższych rzęs i ócz piekniejszych;-)
Jedyne wrażenie dusz pokrewieństwa, wspólnoty zaineteresowań, spójności mysli i pasji porywu mialem ze swoim bratem... teraz jest w Norway nieboga i życie na obczyźnie se uklada. Poza tym z nim nigdy nie dogadywalismy sie na niwie życiowej w ogóle z tłuczeniem sie po mordach porą kazdą i dogryzkami bez przerw. Niemniej jednak zainteresowanie i polaryzacja (jak już czepiliśmy sie tych okołomagnetycznych sformuowań) byla ta sama...
No i to by było na tyle wyjasnień;-)

03:20, nemo73
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 lipca 2008
Narzekam, nie słuchaj...

Brak mi przyjaciela.
Proste stwierdzenie, do którego doszedlem niedawno:-( Czuję się samotny. Brutal truth;-/
Czy jestem samotny? Nie powinienem. jestem otoczony wspanialymi ludźmi, niektórzy z nich mnie kochają. Ja kocham niektórych. Wszystko jest ok.
Gdy jednak pojawiają sie takie przymyślenia jak to w poprzednim wpisie to zostaję z tym sam. może też miedzy innymi piszę to tutaj.
Wątpię, że komuś, jeżeli w ogóle komukolwiek, chciało się doczytać to co napisalem do końca. Przyjaciel wysłuchalby do końca.
Psa mam nadal, nie zgubiłem, uprzedzając pytania:-P
Dlaczego więc takowego sobie nie znajdę? Hmm pytanie rzeczowe i formie nic zarzucić nie mogę więc dlaczegóżto?
Ot z tego powodu, że faceci są z Marsa a kobiety z Wenus...a ja czuję się jakbym był jakims qrwa ziemianinem z urodzenia;-/
I tam daleko i tam nie po drodze.
No bo powiedz czy normalny facet zajmowałby sie wysłuchiwaniem takich bzdur egzystencjalnych i mentalnych rzygowin?
Z góry zakladam, że to byłby facet. to musi być facet. Kwestię przyjaźni damsko-męskiej mamy już za sobą. prawda brutalna i blichtr marzycielski rozbija sie o niewzruszoną skałę naszej seksualności. W takim ukladzie niestety prędzej czy później, jedno lub drugie, pomyśli o bzykaniu lub zagmatwa się we własnej uczuciowości myląc przyjacielską hmmm miłość (jest taka?) z miłoscią nie mającą nic wspólnego z platonicznym uniesieniem.
Autopsja potwierdza i znam to.
Więc, raz jeszcze, czy znalazłby się taki facet, który po wysłuchaniu tych moich wynurzeń nie wziąłby mnie za pedała? Okrutny dla swojej płci jestem może trochę? No cóż, żyję tu już trochę i nie znalazłem nic takiego, ani jednego "eksponatu", który zadałby klam moim przekonaniom.
Czy to czyni mnie kimś specyficznym? kimś jedynym w swoim rodzaju?
Wątpię szczerze. daleki jestem od megalomanii. wiem, że takich facetów są miliony. To tak jak z życiem w kosmosie i jakimś tam wzorem na określenie ilości inteligentnych bytów we wszechświecie. pomijam cyfry ale wychodzi, że jest ich tam miliardy.
Może ja mam po prostu pecha albo zbyt ślepy jestem, żeby ze strzepków, wątków rozmów wychwycić odrobinę choć myśli eterycznej i wysublimowanej. Zbyt ślepy by złapać abstrakcję i myśl skladną dla myśli skladnej wypowiedzianą co do wniosku konkretnego prowadzi i wlaściwe pytanie wytłuszcza...
Nie żeby te moje myśli goniące nagle dość szybko i nieskładnie do jakichś błyskotliwych efektów prowadzily. Co to to nie. Najczęściej są to myśli bezładne, do niczego, poza chaosem, nie prowadzące. Mysli błądzące i szukające. Myśli ślepe. Ale JA PRZYNAJMNIEJ SZUKAM!!!
Jest tam ktoś, też, szukający niedaleko mnie? nie dośc daleko by złapać moją transmisję tu i teraz a nie za milion lat świetlnych gdy sam już zapomnę do czego zmierzałem myślą?
Maski, które mamy na codzień, skutecznie odgradzają nas od siebie. Maski nie pozwalają się odnaleźć. Bądzimy...ja błądzę.
Cóż pozostaje...samotność w myśli natłoku i spowiedzi na blogu co czytać nikt nie musi i zmuszać by było sadyzmem...
Zmienić się? dostroić do reszty? Stać się kolejnym zombi co rusza głową i nogą i kiwa - tak tak, świetnie jest, wszystko mi pasuje. Tak, tak nie ma nieba a ziemia nie pachnie na wiosnę tak pięknie. Tak, tak a kobiecy brzuch nie wygląda piekniej i nie pachnie tak cudownie w letnim slońcu upalnym. Nie pachnie niczym innym jak mydlem, nie ma tam żadnej obietnicy i uroku i nozdrzy nie drażni i nie łechce.
A jesienny słotny wieczór nie kusi i nie przyzywa do domu obietnicą ciepła i przytulnością mroku rozjarzonego jedynie światłem dogasającego w kominku ognia. Jesienny słotny wieczór jest zimny i niczym nie przyzywa i nic nie obiecuje. Jest po prostu qrewsko nieprzyjemny.
Myśli tak uwolnione groźne są. Prowadzą do rzeczy, których, nieraz, nie chiałbym zobaczyć. Parafrazująć: Gdy człowiek myśli to budzą się demony.
Są jednak rzeczy piękne nieraz, takie nad którymi warto się zatrzymać, o których warto porozmawiać, o których warto pomysleć...razem.
Tak bardzo tego co wymyślę czasem po prostu szkoda, szkoda bo to w końcu moje...Szkoda, żeby przepadło, ot tak sobie, bez podzielenia, żeby zginęło wśród innych tak, tak i nie, nie.
Tak czasem strasznie szkoda...że nie mam przyjaciela;-/

01:04, nemo73
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 lipca 2008
Entropia życiowa

Tak dni mijają same bez niczego. Popychać, przepychać nie trzeba a te zapierdalają jak wściekłe. Obiecujesz sobie, że coś zrobisz jutro, jutro mija a Ty nie zrobiłeś i dokładasz sobie kolejną porcję do tej listy prac do wykonania... A ta rośnie i rośnie. Choćbyś nie wiem ile pozycji skreślił to qrwa wciąz przybywa nowych. Żeby choc raz ta lista chciala się zrobić krótsza ale nie!!!! ona może się zmieniać tylko w jedną stronę...taka życiowa entropia qrwa mać!!!! Normalnie powinni wynaleźć taki stopień skomplikowania życia. Już widzę nawet definicję: "Entropia życiowa określa stopień popierdolenia życia. Rośnie zawsze w skali od 1 do nieskończoności gdzie 1 to normalny dzień w zjebanym kraju a nieskończoność to qrwa Michael Jackson" Acha i zapomnialem o najważniejszym: "Entropia życiowa zawsze rośnie. Mogą sie oczywiście zdażać okresowe spadki ale summa sumarum rośnie globalnie"
Coś się stało? - zapytasz.
No własnie w tym problem, że qrwa nic NIC NICCCCC!!!!
Ufffffffff Normalnie sam się zaczynam obawiać siebie w tym momencie. pomyślisz:
- Qrwa, to jakiś zjeb. Odwala palma, jak nic. Można rzec:podręcznikowy przypadek wręcz. Śledzic trza gazety bo niechybnie wkrótce już pomorduje rodzinków, podpali się na rynku czy cóś...
Rozczarowujące ale w tym przypadku również nic sie nie zmieniło:-( Jestem tym samym pragmatycznym człowiekiem i wiem, że takie dzialanie do niczego dobrego nie doprowadzi a sprawi jedynie, ze krzywa mojej entropii życiowej pomknie w  górę jak szalona dobijając do pozycji Michael Jackson zmeniając ostatnią pozycję i zbijając małpkę z piedestału.
Dobra. To się mentalnie wyrzygałem i wcale nie jest mi lepiej.
Chodzi mi o to, że funkcjonuje normalnie, nawet sam jestem przekonany, że jest dobrze. "jest Ci dobrze, zawsze tego chciałeś więc w czym problem qrwa idioto?" No właśnie w tym problem, że ja qrwa sam nie wiem w czym problem;-/
Cos siedzi poprostu pod skórą i swędzi mocno bardzo. Tak swędzi a Ty nie możesz sie podrapać bo tym zrujnujesz co osiągnąłeś dotychczas.
Czym więc jest to swędzenie? Ot tym wszystkim czym nie jesteś. Tym kim chciałbyś być i kim kiedykolwiek mialeś szansę się stać gdyby rzeczy, gdybyś Ty "potoczył" się inaczej.
Piętka, w którą gonię jednak i tutaj mnie dosięga bo jednocześnie zdaję sobie, cholera, sprawę, że prawo "entropii życiowej" działa niezależnie od statusu życiowego, niezależnie od stopy ręki czy innej kończyny życiowej. Działa także niezależnie od stopnia osiągnięcia satysfakcji zyciowej i sukcesu...
Wiem to, bo czuję sie wciąż tak jak się czuję pomimo tego, że mam wiele i zdaję sobie z tego sprawę. jeszcze 10 lat temu nie pomyślałbym, że będę miał to co mam dziś a za 10 lat pewnie będe równie zaskoczony tym co udało mi sie osiagnąć.
Niestety prawo i wtedy mnie dosięgnie i nie ma od niego ucieczki...
Dlaczego jesteśmy (uwaga spycham odpowiedzialność na Ciebie) wiecznie niezadowolonymi osobami i wciąż gonimy za nieosiągalnym przeskakując nieraz po kilka rozdziałów naszego życia, nad którymi powinniśmy się rozmarzyc i rozczulić? Co gorsza, potem będziemy żałowac tego, że nie poświęcilismy tym rozdziałom należytej uwagi co dałoby nam wiele radości i spełnienia. To pogłębia tę frustrację życiem.
To, że skupiamy się nad celem nadrzędnym ignorując całkowicie rzeczy małe, dla których, tak naprawdę jesteśmy stworzeni. Nie oszukujmy się, jesteśmy stworzeni do małych rzeczy i tylko takie potrafią dać nam szczęście. Duże rzeczy wychodzą przypadkiem i wynikają z szeregu małych, na pierwszy rzut oka ze sobą nie związanych.
Przyklad? Ot z ręki:
Stoję z lampką wina na tarasie i spogladam w niebo. jest wczesny wieczór i księżyc dopiero co wzeszedł. jest prawie pełnia i księżyc odbija sie na tle nieba jasno i wyraźnie. Jasniejsze na tle ciemnego nieba obloki strzępiaste mijają go majestatycznie to go zaslaniając to odslaniając rąbek. To tu to tam. Chwila jest magiczna i cudowna. takie zawieszenie po męczącym dniu gdy wszyscy już śpią a świat wydaje się jakby był tylko dla mnie. jakby ten księżyc, ten widok, te chmury i ta chwila byla tylko dla moich oczu i tylko po to aby dać uczucie zawieszenia i refleksji. Aby ucieszyć własnie tą małoscią, że to tylko księżyc i tylko chmury i zwykły wieczór ale nigdy sie przecież juz takie coś nie powtórzy w tej pieknej postaci i należy to uszanować kontemplując to piekno do dna samego. Co robię? Podziwiam, napawam się, wyciągam papierosa i zapalam...pyk...światło księżyca nie jest już jedyne...czar pryska i chwila mija. Chwila która powinna trwać długo, do dna samego a jest tak ulotna, że przegania ją ogień zapalniczki...
Wszystko można zjebać:-( dobry jestem w tym...Napawałem się chwilą tą piękną? O tak, ale tak krótko, że nie dąła mi wytchnienia. Zjebałem ją swoim papierosem. po kiego własnie w tej chwili zapaliłem...nie rozpoznalem momentu...straciłem czujność...nie potrafiłem cieszyc sie malością i drobnostkami. To jeden z rozdziałów nad którymi przeskoczyłem to jeden z rodziałów, których żałuję, że nie poświęciłem tyle czasu ile trza było poświęcić...
Lista rośnie...zarówno rozdziałów, nad którymi przeskoczylem jak i rzeczy zwykłych i malych, które zrobić należy a ja wiszę w tym wszystkim z tym prawem entropii nad głową jak mieczem Damoklesa czekając tylko na większy stopień popierdolenia.

23:47, nemo73
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog